Spadające liście zwichrowały złote sny
Tańcząc złudnie walca
Przywołały mglistą myśl
Zacisnęły więzy między chłodem a miłością
Pocałunkiem zachwytu
Omotały wiatru szept
Kierując się ku nicości Zimę powitały
Uśmiechem zapomnianym
Łzę w iskrę lodu zmieniła
Iskra żegna złoty sen
Nienawidzę tego stanu.
Gdy chce się płakać, tak, że oczy same nabiegają łzami, ale nie można ich z siebie wykrzesać.
Zmęczenie, rozżalenie, milion innych marudzeń.
Beznadziejne ucieczki ku nowemu poprzez te same zabłocone ścieżki.
A ja, mimo, iż od wielu lat planuję zakup kaloszy...wciąż babrzę się w błocie.
Przeklinając siebie, czas i sny.
Kulę się w sobie i, bojąc się myśleć, zamykam oczy. Idę w kierunku mojego błota, bo innej drogi odkryć nie potrafię.
Sama.